Nasz Kościół



        czy_nie_o_denara
                    

                  
   

Porządek nabożeństw
w naszej Parafii:


Msze Święte:

w niedziele i święta

 

7:30, 9:00, 11:00,
12:30, 14:00, 17:30


w dni powszednie

 

7:00, 18:00



"Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" 

Mt 20,1-16a


   

Kiedyś kompletnie nie rozumiałam przypowieści o robotnikach z winnicy…. Próbowałam postawić się w miejsce tych, którzy  „znosili ciężar dnia i spiekoty”. Pracowali cały dzień w pocie czoła, począwszy od wczesnego rana do późnego wieczora. No powiedzmy, że można się  „delikatnie” zdenerwować, jeżeli ktoś pracuje ciężko przez cały dzień i otrzymuje np. stówkę, a ten co przychodzi na sam koniec, przez godzinę wykona taką samą pracę i też otrzyma stówkę. Krew się trochę burzy! Moje niezrozumienie trwało jakiś czas, a nawet „posądzałam” Pana o lekką niesprawiedliwość. Ale na szczęście On przyszedł z łaską zrozumienia. Bo ta przypowieść, zresztą jak całe przepowiadanie Jezusa ma ukryty bardzo głęboki sens. I niestety bez pomocy Ducha Świętego nie ma nawet co zasiadać do wsłuchiwania się w to Jezusowe nauczanie.

Czytając przypowieść o robotnikach w winnicy zdaje się wybrzmiewać pytanie: Kto ma szansę na zbawienie? Kto ma szansę skorzystania z łaski zbawienia? Kiedy próbowałam odpowiedzieć na to pytanie przyszło kolejne: Czy Bóg dzieli ludzi na kategorie? Patrzy na ich pochodzenie, kolor skóry, stan majątkowy, a nawet stan „grzeszności”? Ostatnie zdania zawarte w dzisiejszej Ewangelii dają bardzo jasną odpowiedź. A szczególnie jedno bardzo mnie poruszyło: „CHCĘ  i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy nie wolno mi uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Mocne słowa…. które wywołały refleksję: Wszyscy mogą wejść do Królestwa Jezusa, nawet ci, którzy przychodzą w ostatniej chwili! Ważne, aby człowiek chciał skorzystać z łaski, którą daje mu Bóg. W tym miejscu przypomina mi się wypowiedź mojego ucznia, który stwierdził: „Acha, skoro tak się sprawa ma, to warto korzystać z życia „do bólu” (mogę się tylko domyślać co tak naprawdę miał na myśli) a w ostatniej chwili się nawrócę, tuż przed samą śmiercią i na to samo wyjdzie!” Powiem szczerze, że nieźle to sobie wydedukował! Pomyślałam wtedy ze smutkiem i nawet mu to powiedziałam: No tak…. tylko, czy zdążysz się nawrócić? Jeżeli całe życie będziesz żył tak jakby Pana Boga w ogóle nie było, to czy w ostatniej chwili zapragniesz do Niego wrócić? To jedna rzecz. Druga: możesz zasnąć i po prostu się nie obudzić albo zginąć śmiercią nagłą, niespodziewaną… Kiedyś mój znajomy chciał sobie popływać… Był świetnym pływakiem, więc na pewniaka wskoczył do wody. Kiedy zaczął się topić przyszła myśl: Jeżeli mnie nikt stąd nie wyciągnie, będę potępiony! Wtedy szybko mu przerwałam i zaskoczona zapytałam: No co ty? Jak to? Przecież mogłeś wzbudzić żal w swoim sercu, mogłeś zacząć wołać do Boga… On z kolei mi przerwał i powiedział: Nie było czasu na żal, na modlitwę… była tylko jedna świadomość: jeżeli nikt mnie stąd nie wyciągnie, zostanę potępiony! Ta odpowiedź totalnie mnie zmroziła… W momencie kiedy tak pomyślał, jakieś ręce wyciągnęły go z wody. Kiedy tak to rozważam, przychodzi myśl: Pan ma dla każdego konkretną łaskę, z którą przychodzi.. Świadomość tego młodego chłopaka: będę potępiony jak mnie nikt nie wyciągnie i wyratowanie z odmętów, powoduje totalne nawrócenie i  życie w tak ścisłej jedności z Panem, że owocuje życiem tylko dla Niego. Niesamowite…

W związku z tym przychodzi też inna refleksja o młodym mężczyźnie, który wiódł życie absolutnie po swojemu bez nawet cienia Pana Boga. Jedyną osobą, która się za niego modliła była jego matka. Chłopak wyjechał i razem z przyjaciółmi w nocy wypłynął, aby ponurkować. W trakcie, kiedy pływał w oceanie zostaje pięciokrotnie ukąszony przez meduzę – osę. Do nawrócenia dochodzi tuż przed zapadnięciem w śpiączkę, kiedy jadąc w karetce zaczyna odmawiać jedyną modlitwę jaką pamiętał. Było to: „Ojcze nasz” – modlitwa, której nauczyła go jego matka. Wraca ze śpiączki, w zasadzie „śmierci klinicznej” -lekarze zarejestrowali dłuższy czas bez akcji serca… przeżywa głębokie nawrócenie. Takich przykładów można podawać setki. Natomiast rodzi się refleksja: jeżeli moje życie będzie odrzuceniem Boga, to czy w ostatnim momencie, będę chciała przyjąć Jego łaskę, skoro przez całe życie ją odrzucałam? W przypadku tych młodych ludzi tak właśnie się zadziało, ale czy zawsze jest takie otwarcie na Bożą łaskę? Siostra Faustyna opisuje moment, kiedy zostaje przeniesiona do pokoju człowieka, który umiera.. zatwardziałego grzesznika, który nawrócenia nie chce. Przy czym dodaje jeden „mały szczegół”. Pomieszczenie, w którym umiera człowiek jest pełne obecności złych duchów. W całym ciele tego człowieka widać, że toczy się ogromna walka… Faustyna zostaje poproszona o modlitwę Koronką do Bożego Miłosierdzia. Dopiero w trakcie jej modlitwy złe duchy opuszczają tego człowieka, a on sam umiera pojednany z Bogiem. Pan walczy o duszę każdego człowieka, tylko…. nie każdy chce przyjąć Jego łaskę. Piekło istnieje… i wcale puste nie jest.

Wracając jednak do dzisiejszej Ewangelii. Przypowieść o robotnikach , którzy przyszli pracować w ostatnim momencie dnia, mówi nam, że wszyscy ludzie mogą należeć do królestwa Pana. Zauważ drogi Przyjacielu do kogo Jezus mówi tę przypowieść, jakich ma słuchaczy. Naród wybrany? Hmm… Jezus „znosi” jego dawne przywileje. Tych, którzy od dawna  należą do narodu wybranego, nie powinno oburzać wejście pogan do królestwa Bożego. Wśród tych robotników z przypowieści,  którzy  mają pretensje: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty” są tacy, którzy zarzucają Jezusowi zbyt wielkie miłosierdzie wobec grzeszników i pogan. A czy „przypadkiem” chrześcijanie nie mają takiej samej pokusy? Przecież czasami się słyszy, że chrześcijanie są lepsi, może bardziej pasuje: mają przewagę nad niechrześcijanami. Tymczasem wolą naszego Pana jest, aby zbawieni byli wszyscy. Czasami osiągają je ci, którzy w ostatniej chwili życia nawracają się, o czym już wcześniej była mowa. Logika Boga jest całkiem inna od naszej. Zbawienie w jakim uczestniczą ludzie nawróceni u schyłku swojego życia wraz z tymi, którzy byli wierni Panu przez całe swoje  życie, powinno we mnie i w tobie – drogi Przyjacielu – budzić ogromną wdzięczność wobec miłosierdzia Pana i Jego sprawiedliwości.

Obyśmy „złym okiem nie patrzyli na to, że On jest dobry”.

Agnieszka Frydrych (Kościoł Domowy Diecezji Łomżyńskiej)